Dawno-dawno temu miałam beżowo-pomarańczową  kurtkę z królika, kupioną przez Mamę. Uwielbiałam ją! Kiedy na rękawach od ciągłego noszenia futerko już nie nadawało się do renowacji, zrobiłam z niej kamizelkę. Niestety, zdjęć po króliku 1 nie pozostało, ale uwierzcie kurteczka była cudowna – z dzianinowymi i zamszowymi wykończeniami, zapinana na gruby zamek.

Pisałam przy  tej kamizelce o mojej miłości do futer naturalnych i o tym, że uzyskuje je najczęściej z ubrań przeznaczonych do wyrzucenia. Tak było i w tym przypadku: kiedy zobaczyłam w worku na śmiecie siostry beżową zniszczoną kurtkę, moje wspomnienia pomarańczowego królika wybuchły i musiałam ją wyciągnąć i przywieźć  do domu. Chyba domyślacie się jak wszyscy się pukali po głowie :-).  A przecież to jest prawdziwe futro – ciepłe i milutkie, a jak się ma maszynę i chęć, zawsze coś się wymyśli.

Najpierw wszystko rozprułam. Podszewka była w dobrym stanie, więc ją wyprałam i podszyłam. Z części futrzanej obcięłam całkiem przetarte elementy, czyli dól rękawów i zapięcie. Z tych kawałków powycinałam lepsze części nadający się na łatki. Dziury i przetarcia wycinałam i zastępowałam tymi łatkami. Oczywiście wszystko ręcznie.

Długo myślałam czym wykończyć kurtkę, a że kolor ona miała „nie mój”, czyli  jasno-beżowy, dodatki musiały być ciemniejsze. Tak w poszukiwaniu inspiracji natrafiłam w swoich krawieckich zapasach na turkusowy skórzany płaszcz z lisem, też przywieziony od siostry kilka lat wcześniej. I oto co wyszło: na glowne

Kołnierz i obszycia rękawów z farbowanego lisa wzięłam jak było i ręcznie podoszywałam. Kieszeni, które były w dość marnym stanie obszyłam skórzanymi listwami:

kurtka kieszeni   Trochę szersza listwa jest też na zapięciu kurtka przód

Zapina się kurtka na złote zatrzaski:

zapięcie     Od noszenia torb na ramieniu futro było przyklapnięte, więc zrobiłam  coś jakby pagony i  wbiłam kilka  nitów.

kurtka tylA żeby już całkiem namieszać, naszyłam po jednym kwiatku na rękawach, do tego nie symetrycznie. Tak, tam były miejsca mniej estetyczne.kurtka kwiatek

Potraktowałam przeróbkę jak szyciowy eksperyment i byłam pewna, że wytrzyma najwyżej sezon. Było to 3 lata temu 🙂 Powiem uczciwie, że czasami muszę podszyć zatrzask, albo listwę na kieszeniach, bo jednak szew ręczny to nie maszynowy, ale króliko-lisowa kurteczka jest tak ciepła, wygodna i optymistyczna, że zimą właściwie chodzę w niej cały czas, dokładnie jak w tej  z przed lat. Oczywiście, bardzo zwraca uwagę i nie raz pytano mnie skąd taką wzięłam. Mówię prawdę: „ze śmietnika” 🙂kurtka bok tyl kurtki