Witam Was w 2021 roku!

Życzę wszystkim dużo pomysłów i czasu na ich realizacje!!!

Jednym z moich wiosennych kwarantannowych postanowień (a kto powiedział że postanowienia można robić tylko na początku roku?!) jest dokończenie niedokończonych projektów. Nawet całkiem dobrze mi idzie jeśli chodzi o szycie – ilość „niedoszytków” maleje, natomiast gorzej jest z opisywaniem ich na blogu.

Więc symbolicznie w drugi dzień nowego roku przedstawiam projekt, który wykonałam w grudniu roku 2019 🙂

Tak, wiem, niektórzy uważają że blogowanie to przeżytek i że nikt tych „pisulek” nie czyta, przez jakiś czas też tak myślałam. Natomiast, w ostatnim czasie dużo rozmawiałam ze swoimi Kursantami (prowadzę Warsztaty szycia w Bochni i Niepołomicach grupowe i indywidualne, teraz wiadomo, mam przerwę, ale kontakt z „moimi” mam cały czas na komunikatorach i mejlowo) i od nich wiem, że poczytują mnie i inne klasyczne blogerki. Cieszę się ogromnie i gorąco Was pozdrawiam!

Oczywiście opisywać każdy uszyty przeze mnie wyrób nie będę – możecie śledzić moje prace na Instagramie , ale projekty gdzie zastosowałam coś ciekawego i nietypowego zamierzam nadal tu pokazywać i opisywać. A to futerko zasługuje na szczególną uwagę!

O tak! Ten ognisty kolor!!! Córka nazwała go „żarówka”. W tym wdzianku nie można przejść niezauważalnie – w zeszłym roku, kiedy jeszcze ja byłam posiadaczką futerka, cały czas mnie ktoś zaczepiał – a to starsze Panie na Krakowskim Kazimierzu ze słowami : „Super, jak kolorowo!” a to młody Pan pod Bocheńską biblioteką ze słowami : „O kurde! Zajeb… ” a to nastolatka: „Pięknie Pani wygląda”. Chyba żaden mój projekt nie budził takiego zainteresowania otoczenia.

Druga rzecz, która jest nietypowa w tym projekcie, to połączenie futra i haftowanych kwiatów. Co prawda, ja już bawiłam się w takie układanki kilka lat temu

Tu cały wpis.

Jednak tym razem to nie była renowacja, a celowe działania.

Pomysł na pomarańczową kurtkę urodził się jesienią 2019, kiedy pijąc herbatkę w kawiarnie zobaczyłam w gazetce coś takiego

Bardzo wyraźnie pamiętam szok i pytanie które wystrzeliło w mojej głowie: Dlaczego ja jeszcze nie mam pomarańczowego okrycia wierzchniego?! Przecież to mój ulubiony kolor, a to tego najmodniejszy! Zima była już blisko, więc uznałam że trzeba szukać jakieś ciepłej tkaniny. Pełna nadziei ruszyłam na łowy do Matexu w Krakowie.

Nie miałam w planach kupowania futra, ale kiedy zobaczyłam „żarówę” na półce z misiowatymi tkaninami moje serce zamarło. To jest to!

Niestety, to była resztka w ilości około metra – to była zła wiadomość, ale dobra była taka, że w koszu z resztkami córka znalazła 2 wełniane aplikacji z różami w idealnie pasującym kolorze

Wtedy jeszcze nie bardzo wiedziałam jak to połączę i w ogóle jak z taką aplikacja pracować, ale miałam już koncepcje ubranka.

Wykorzystałam wykrój z Burdy 9/2019 model 111

Ze zmian: kieszenie dałam w szwach z przodu.

Na rękawy dobrałam tkaninę zamszową z domowych zapasów.

Miałam trochę zabawy z aplikacją. Najpierw dokładnie obcięłam wystającą tkaninę. Potem naszywałam drobnym zygzakiem na rękawy. W pierwszej próbie przed naszyciem aplikacji nie podkleiłam rękaw flizeliną, bo wydawało mi się że tkanina jest wystarczająco sztywna. Nie była. Rękaw delikatnie falował

Nie spodobało mi się też że róży zachodzą na futerko i są jakiś sklejone. 2 godziny prucia…

Próba 2 – róży porozcinałam, żeby bardziej rozłożyć aplikację na rękawie. Rękaw podkleiłam.

Wyszło dużo lepiej! Nauczka na przyszłość – podklejać podłoże pod aplikacje.

Aplikacja była większa niż rękaw i jedna duża róża nie mieściła się. Czyli po rozszyciu rękawów zostało mi 2 duże róży. I jakby to wykorzystać???

Wiadomo TOREBKA!

Listki zrobiłam ze ścinków po rękawach. Jako pasek – metalowy łańcuszek.

Detale torebki

Końcówka zamka
Środek torebki

Druga róża ozdobiła tył futerka. I w taki sposób kupione aplikacje zostały całkowicie wykorzystane

W Matexie kupiłam też wełniany wkład który „grzeje” kurtkę – wszywa się go pomiędzy wyrób a podszewkę. Nie daje on grubości jak zwykła syntetyczna pikowana ocieplina, a jest dużo cieplejszy – ten który kupiłam posiada 70% wełny.

Przyszywałam go ręcznie do futra

Trochę z tym pracy było, nie powiem.

Ale efekt jest!

Pierwszy raz zastosowałam taką ocieplinę – czytałam o niej, ale do tej pory nie spotkałam ją w żadnym sklepie. Może to kwestia nazewnictwa. Pani w Mateksie też tłumaczyłam przez dłuższą chwilę o co mi chodzi. Ona to nazwała wełniany wkład. Jest on dość cienki, przeświętuje i wygląda jak porozciągany stary sweter. Nie chciało mi się wierzyć że takie coś będzie grzać. Grzeje bardzo! Chodziłam w kurtce przy -10, było mi ciepło.

Zaszalałam też z podszewką

Jest to stara jedwabna apaszka, była trochę pozaciągana. Uznałam że na podszewkę futra będzie w sam raz! Miejsca łączeń wykończyłam koronką. Oczywiście ręcznie naszywana.

Praca nad tym projektem była bardzo ciekawa, nauczyłam się kilku nowych rzeczy, które zastosowałam w swoich kolejnych projektach. Bardzo mi się podoba futerko i torebką – są całkowicie w moim stylu 🙂

Chętnie przechodziłam w kurtce aż jeden zimowy sezon. Teraz ma ona nową właścicielkę – córka uznała że w pomarańczowym jest jej też do twarzy, a najważniejszym argumentem było to, że jest to ubranie bezpieczne – widać ją z daleka i nie ma żadnego problemu na przejściach dla pieszych 🙂

2 thoughts on “Futrzana ognista kurtka z torebką. Burda 9/2019 model 111

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Proszę, podaj rozwiązanie poniżej... * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.