rajkaprofiloweWitam!

Nazywam się Raisa Nazarova, dla przyjaciół po prostu Rajka.

Miałam, mam i pewnie będę miała dużo zainteresowań. Czego już ja nie robiłam zawodowo i hobbystycznie! Natomiast przez całe swoje życie, w jakim stanie ducha i materii aktualnie by się nie znajdowała, niezależnie od tego co się dzieje na zewnątrz i wewnątrz, ile by obowiązków mnie nie dusiło, kiedy widzę skrawki tkanin, skóry, taśm, nici, koralików albo guzików coś ze mną się dzieje – w głowie układa się obraz, plan działań, kolejność czynności i już widzę oczami wyobraźni jakiś krawiecki twór. Wtedy już wiem, że stracę sen, apetyt i spokój, zanim to wymyślone coś nie zostanie rzeczywistym wyrobem (chociaż nie koniecznie tym samym, co urodził się pierwotnie w mojej głowie). Znacie to?  Tak, UWIELBIAM TWORZYĆ  SZYJĄC !!! I  jest to  już uzależnienie 🙂

Moje krawiectwo zaczęło się chyba wtedy, kiedy jeszcze nie żyłam – pradziadek był szewcem butów, dziadek kiedy miał czas chętnie reperował obuwie, torby, nawet ubrania, ciocia świetnie szyje, a mama tworzy na drutach małe dzieła sztuki. Przecież ktoś musiał przyjąć rodzinną tradycje, padło na mnie. Pierwsze krawieckie projekty tworzyłam, jak większość szyjących, dla lalek. Kiedy wzięłam się za dorosłe wyroby, łatwo nie było. W szkole Pani od szycia (tak, mieliśmy lekcje z podstawami szycia) powiedziała, że mam dwie lewe ręce, po tym jak w ramach ozdoby NAKLEIŁAM aplikacje na szytą na lekcjach koszule. Kto by pomyślał w latach 80-tych, że będzie kiedyś klej do tkanin?! Dla mnie to było oczywiste.

Kolejne moje eksperymenty też byłe wątpliwe. Uszyty w wieku 14 lat dorosły zestaw – kwiecista bawełniana marynarka z ogromnymi ramionami i spodni banany, mama odebrała słowami : „Chyba tego nie założysz?!”, a kochana babcia powiedziała: „Fajne będą z tego poduszki”. A i owszem, z dumą ten krawiecki koszmar założyłam na jakoś szkolną dyskotekę, budząc zazdrość koleżanek 🙂 Co prawda, babcia jak zawsze miała racje – późniejsze poduszki wyglądały dużo lepiej.

Wiele się zmieniło, kiedy poznałam „Burdę”. Właściwie to było i jest moje  największe źródło krawieckiej wiedzy. O naszej przyjaźnie przeczytacie tu.

Podtrzymując rodzinną tradycje, nigdy nie myślałam o szyciu jako o zawodzie, zawsze to była przede wszystkim dobra zabawa i odskocznia od rzeczywistości. Nie powiem, czasami na prośbę koleżanki koleżanki coś się uszyło za nieduże pieniądze. Ale zauważyłam, że mam duży problem – nie umiem szyć ZWYKŁYCH rzeczy . Jak słyszę prośbę: „Ty, Rajka, uszyj mi taką zwykłą spódnicę …”, wiem na pewno, że nic z tego nie będzie. Będę męczyć siebie, ukochaną maszynę Czajkę, koleżankę i nawet jak taka spódnica powstanie, nie będzie to dzieło godne dumy. No cóż „у каждого свои недостатки” jak się mawiało u nas w domu, czyli każdy ma swoje wady. 

W czasie swojego aktywnie twórczego życia uszyłam setki ciuszków i dodatków różnego poziomu trudności i jakości wykonania. Niestety, wiele zginęło dla historii, nie pozostawiając śladu na papierze albo na twardych i miękkich dyskach. Ale coś tam mam w domowych archiwach i z wielką chęcią zaprezentuje tu zdjęcia i opisze okoliczności w jakich powstawały.

Natomiast głównym celem powstania tego blogu jest prezentacja aktualnych prac i wskazówek do ich wykonania. Szczególną uwagę chciałabym zwrócić na stroje taneczne i karnawałowe, szycie których mnie ostatnio niesamowicie bawi. W internecie nie ma dużo informacji na temat ich tworzenia, a jeśli już, to nie w polskojęzycznych wersjach. Możliwe, że moje doświadczenie komuś ułatwi życie i uprzyjemni zabawę w tworzeniu swoich dzieł.

 

A jeśli macie pytania i propozycji piszcie!

Miłego szycia!