Witam wakacyjnie!

Dziś przedstawiam Wam mój ulubiony zestaw lata 2019

Spodnie w kwiaty z lnu i bluzeczka z haftowanego batystu.

Pokochałam ten komplecik całym sercem i ostatnio jest to mój główny outfit. Jest wygodny, przewiewny i kolorowy, czyli wszystko to co lubię

W poprzednim poście o spodniach dla córki wspominałam, że byłam w poszukiwaniu wykroju idealnego dla mnie. I znalazłam!!! W „Szycie” Wydanie specjalne 1/2018.

Kupiłam tą gazetkę ze względu na płaszcze. Na razie żadnego nie uszyłam, natomiast spodnie już mam

Chyba to pierwsze w mojej szyciowej karjerze bezproblemowe spodnie 🙂

W wykroju zmieniłam: przód kroiłam z jednego elementu, bez kieszeni i zakładek. Ktyty zamek umieściłam w szwie bocznym. Wysokość kroku i obwody zgodnie z wykrojem, rozmiar mój prawdziwy 38 (w Burdzie 38 na mnie za duży). Nie było żadnych poprawek!

Ponieważ odbyło się bez korekt, spodnie uszyłam bardzo szybko – w jedno popołudnie! Mimo wszystko, lubię się delektować całym procesem powstania ubrań, i najczęściej realizuje swoje projekty długo. Niestety, ostatnie 2 lata nie mam na to zbyt dużo czasu, a tym bardziej na blogowanie 🙁

Ogromną motywacja do uszycia był cudowny len w motywy wiejskich kwiatów, który kupiłam w Marsylii – tu moje sprawozdanie z wycieczki

Sklep z tkaninami był ważnym punktem programu zwiedzania :)))

A tak na marginesie, opis kamizelki ze zdjęcia powyżej znajdziecie tu, uwielbiam ją! Bluzę też uszyłam jakiś czas temu, opis będzie już za niedługo, mam nadzieję.

Tu nazwa i dane sklepu gdzie kupiłam tkaninę:

Z zewnątrz sklep wyglądał skromnie, ale w środku 3 poziomy samych cudowności!!!

Dosłownie zwariowałam! Pan który tam rządził był bardzo miły i nawet mówił po angielsku, co jest rzadkością w Marsylii. Mocnym hamulcem jednak były ceny 🙁 ale przecież musiałam coś tam kupić. To był naprawdę trudny wybór!

Na szczęście Córka była obok i szybko sprowadziła mnie na ziemie – idzie lato, szukamy coś lekkiego, naturalnego i oczywiście kolorowego, ona to nazywa „rajkowatego” (od mojego imieni Rajka)

Nasz wybór był strzałem w 10! Kolorowy len!!! Cudo! W Polsce oczywiście można kupił piękny len, ale nigdy nie spotkałam drukowanego, w intensywnych kolorach.

Obawiałam się, że po praniu tkanina zblaknie. Spodnie używam od kilku miesięcy, przeszły już nie jedno pranie, kolory bez zmian.

W momencie kupienia materiału nie wiedziałam co chcę z niego uszyć i kupiłam tylko 1 m. Tkaniny wystarczyło na styk. Obszycie dołu i pasek wykańczałam już musztardową bawełną z zapasów. Na zdjęciu poniżej trochę ją widać.

To są spodnie uniwersalne – można ję nosić z obcasem, a można też na luzie.

Jak widać, bardziej wolę tą drugą wersje

A teraz Wam pokaże ciekawostkę

I porównanie mojej tkaniny z Marsylii z DolceGabbanową

Wygląda na to, że przewidziałam trendy, albo materiałowy sklep przewidział letnią kolekcje D&G 🙂 W każdym bądź razie już wiemy, że w najbliższym czasie pelargonii będą rządzić na ubraniach. I super!

Do spodni idealnie przypasowała bluzeczka z białego haftowanego batystu, którą uszyłam jakiś rok temu. Oczywiście jeszcze jej nie opisałam, ale uroczyście obiecuje że nadrobię wszystkie zaległości!

Tu jej premierowy występ w Gdańsku. Wakacje 2018. Ja jeszcze blondynka 🙂

A teraz o sesji zdjęciowej, efekty której widzicie powyżej.

Autorem zdjęć jest mój mąż Bogusław Szymański (zawodowo nie jest fotografem, aczkolwiek kiedy ma natchnienie wychodzą mu całkiem ładne fotki, jak widać).

A w tle przepiękna węgierska miejscowość Szentendre.

Byliśmy tam pod koniec maja z okazji naszej 20 rocznicy ślubu

To był cudowny mini-urlop!

Szentendre to urocza miejscowość, znajdująca się w północnych Węgrzech, niedaleko od Budapesztu. To jest bardzo stare miasto – uważa się, że pierwsze zasiedlenia powstały tu około 20 tysięcy lat temu!

Mieszkałi tu różne ludy, plemiona i narodowości ze swoimi zwyczajami i religiami, co widać w budowlach i zabytkach.

Oprócz różnorodności, którą kochamy, poszukiwaliśmy tu spokoju i słońca. W Polsce wtedy lalo, zresztą prawie jak w całej Europie. A tam była piękna pogoda!

Aczkolwiek wody też było w nadmiarze

Od lat mam też taki zwyczaj, że na każdy wyjazd szyje specjalny ciuszek, ktory mi się kojarzy z danym miejscem. Trochę przypadkiem do Szentendre zabrałam świeżiutkie kwiatowe spodnie – w Polsce było strasznie zimno i nie było okazji je założyć. Teraz już zawsze będą one mi przywoływać wspomnienia cudownych chwil spędzonych w tym pięknym zakątku.

Na koniec moje ulubione zdjęcie z wyjazdu

Życzę udanych urlopów!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Proszę, podaj rozwiązanie poniżej... * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.